Podsumowanie 2011 — reszta
Część trzecia z trzech.
Lecimy z częścią trzecią więc, bez zbędnego przedłużania, i tak nikt nie czyta wstępów. Zmieściliśmy się z całym podsumowaniem w styczniu, co jest kasetowym rekordem. Za rok wyrobimy się w tydzień. Standardowe podziękowania wszystkim niżej wypisanym na kolorowo człowiekom:
Jarou
nietendon
Spence
Foxdie
Bi-Bolt
lamijka
marylou
Powyższa, pierwsza z lewej. Bo jest zabawna. I dlatego, że Gardner to mój ulubiony latarnik. Worst. Team-up. Ever. Wierzę. Komiksu nie czytałem jeszcze, utknąłem gdzieś w okolicach Najczarniejszej Nocy około dwa lata wcześniej. Ale Jaroł mówił, że komiks fajny. Zresztą, wszystko co pisze Tomasi jest fajne…
Generation Hope #9 (wyżej, druga z lewej – przyp. ntndn) to okładka, która przy minimaliźmie formy przekazje maksimum treści. Czysty okładkowy geniusz.
ODKRYCIA:
Serialowe uniwersum Doctor Who/Torchwood.
Rzeka Aleksandra Bałabanowa surowość, niedopowiedzenie.
Prosiacki Krzysztofa Owedyka gęstość, stanie z boku, kombinowanie.
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety Swietłany Aleksijewicz – pokora.
Palacz zwłok – obłęd, zaskoczenie, sposób opowiadania historii.
Sonnenschein Dasa Drndić – wielkość, mieszanie faktów z wymyślonym, motyw z listą (klik).
Hu Dva – radość, radość, radość, tanc tanc tanc tanc!
Osiedle swoboda – pyk, pyk (klik).
Loveless i odcinek z ciastem w 100 nabojach Briana Azzarello – gorycz, dialogi, klimat.
Odświeżyłem sobie też Maus Arta Spiegelmana i to dalej jest gigantyczna historia.
Podobnie Kozure Okami. Max Payne – same here.
Serialowy Meisterstuck produkcji BBC. Na dodatek to odkrycie na które skierowało mnie przeczytanie zeszłorocznego podsumowania. Dawno nie było serialu tak świeżego, bawiącego się konwencją a przy tym utrzymującego wysoki poziom fabularny. Mój pewniak w podsumowaniu roku obecnego, gdyż drugi sezon właśnie dobiega końca. Jeszcze nie wiecie o jakim serialu mowa? To sprawdźcie kto mieszkał pod 221B Baker Street.
Odkrycia/oczarowania starszakami (w nawiasach kawałki – polecanki do kliknięcia):
Apparat („Arcadia”), Eskmo („Cloudlight”), Stateless („Ariel”), Trentemoller („Moan” dubstep version), Sid Le Rock, Susanne Sundfore (świetny debiut – The Brothel), Warpaint (płyta The Fool), Zespół Gówno („Spowiedź Umarłego”), Looptroop Rockers(„The Building”), Hood, owoce wytwórni Raster– Noton, Ninja Tune, Nicolas Jaar, Bonnie Prince Billy („Darkness” – geniusz).
ZASKOCZENIA:
Plamy na słońcu / Bar La Curva KNŻ. Ta płyta kojarzy mi się z bramką Thierry’ego Henry’ego, tą strzeloną tuż po powrocie do Arsenalu – niby nic, a jednak coś.
Młode zespoły pop-punkowe grające lepiej niż zasłużeni wyjadacze z wieloletnim doświadczeniem. Nowy album The Manix przytłumił według mnie odbiór nowego krążka Banner Pilot, pokazując jak na tacy, czego Heart Beat Pacific brakuje. Epka Think Big! jest milion razy lepsza niż Neighborhood blinka-182, którym chłopaki się inspirują. Pojawił się jeszcze Domesplitter grupy Direct Hit!, zbierający najlepsze, według zespołu, piosenki z wydanych wcześniej, ponumerowanych EPek. Członkowie każdego z trzech wymienionych wyżej zespołów nie wyglądają na więcej niż dwadzieściakilka lat (Think Big! wyglądają na dwanaście).
Relaunch serii komiksowych w wydawnictwie DC. Pomysł trochę z czapy, wprowadzony w życie szybciej niż podpowiadałby rozsądek. Można spierać się, czy odświeżanie uniwersum było potrzebne, ale sam proces mimo licznych niespójności, spornych kwestii i niedomówień przebiegł zaskakująco udanie.
Action Comics Morrissona wiedziałem, że będzie dobre, więc nie do końca zaskoczenie. Gdyby jednak rok temu ktoś powiedział mi, że będę ekscytował się komiksem o Aquamanie, zdziwiłbym się co najmniej. Fantastyczną robotę wykonali Johns i Reis przy tym bohaterze.
Przewrotnie Green Lantern. Widziałem pierwsze miażdżące recki i byłem nastawiony na kupę. Ale nie na aż taką wielką :O Że też się ludzie nie wstydzą puszczać w kinie takich gniotów. No i dajcie spokój z tym 3D, nikt tego nie lubi.
Że zimą nie było śniegu, tylko jakaś chujnia z błotnią.
Łoo, rzeczywiście. Śniegu tej zimy nie było. Nawet chujni z błotnią nie miałem, tylko te słońce i słońce… Tymczasem, drugi sezon Walking Dead strasznie mnie rozczarował. Chyba niepotrzebnie go rozciągali na dwa razy więcej odcinków. No i też tradycyjnie Marvel. Aż przykro patrzeć jak ulubione wydawnictwo się miota i szarpie, zaniża jakość, podwyższa ceny, oszukuje fanów i wydala masowo kijowate eventy. Ile tak można, kurde balans.
Tradycyjnie od trzech-czterech lat – polityka wydawnicza Marvel Comics i przytłaczający ogrom durnych pomysłów wprowadzonych przez szefostwo Domu Poronionych Pomysłów w tym roku.
Ceny biletów na koncerty zagranicznych wykonawców. Nagle przestało mnie być stać na to, żeby zobaczyć wszystko co bym chciał. Smutnym standardem stała się trzycyfrowa kwota.
Nowa płyta Aquabats, która brzmi jakby powstała dla fanów w wieku przedszkolnym. Sytuacji nie ratuje świetny „Shark Fighter” promujący album.
6 lat temu przyjaciółka pokazała mi Film, a w nim artykuł o nowym, dość oryginalnym serialu. Coś o seryjnym zabójcy, który mimo że jest zabójcą to jest bohaterem pozytywnym i do tego pracuje w policji. Pomyślałem: WTF?. Odjechany pomysł. Pierwszy sezon łyknąłem w dwa dni i wiedziałem, że to będzie miłość na wieki. Pierwsze 4 lata związku były wspaniałe na dodatek uwieńczone finałem na miarę mistrzów. W 5 roku, przyszedł kryzys, ale nie było jeszcze tak najgorzej. Wiadomo, nie zawsze może być pięknie. Małe zgrzyty też są potrzebne. Niestety mały zgrzyt w roku 6 zamienił się już w okrutne jebnięcie i związek, który miał trwać wieczność, zakończył się okropną goryczą i rozczarowaniem. Miało być tak pięknie a wyszło jak zwykle… Co gorsza zmarnowano kapitalny motyw. Dexter i wiara. Bóg, grzech, odkupienie. Tyle zmarnowanych możliwości. Jedyne co w 6 sezonie jest dobre to trailer i promo. Na tym możecie zakończyć, żeby nie zepsuć wspomnień z poprzednich lat.
Rozczarowanie bierze się ze zbyt wygórowanych oczekiwań. Ale czego mam oczekiwać po twórcach, którzy niejednokrotnie udowodnili swoją wielkość? Na pewno nie gniota. W tym roku rozczarowałam się dwukrotnie. Nie powinnam już liczyć, że Woody Allen zrobi film w stylu swoich starych, najlepszych produkcji – lekki, zabawny, a przy tym mądry. Tych trzech cech nie reprezentuje sobą na pewno O północy w Paryżu. Dwie pierwsze – jak najbardziej, trzeciej – ani trochę. Film iskrzy się wizualnie, jest świetnie zagrany (a to niespodzianka!) przez Owena Wilsona, którzy przeszedł samego siebie i zagrał… Woody’ego Allena, zabawny… lekki, ładny i przyjemny. Cieszy oko, ucho (śmieszne dialogi), ale nie daje nic więcej. A starsze alleny dawały. Paryż gra w nim Nowy Jork, co wychodzi mu równie dobrze co Wilsonowi granie Allena. Ale to wszystko erzace. Dlatego z przyjemnością wracam do starszych filmów Woody’ego i nie czekam na kolejny film.
Drugim rozczarowaniem jest nowy obraz Pedro Almodovara, reżysera, który już w Przerwanych objęciach zaczął zbaczać w złą stronę. Tym razem – a mowa o Skórze, w której żyję – forma przerosła treść (a tego nie lubię!), która u Almodovara była zawsze bardzo emocjonalna (a to lubię!). Ten film to zabawa, wprawka, wydmuszka. Film z pretensjami wręcz filozoficznymi (uwielbiam!), lecz nie spełniający ich. W dodatku Almodovar cytuje sam siebie, co jest dla mnie potwierdzeniem, że goni w piętkę. Przewiduję jednak, że reżyser musi odnaleźć jakieś nowe źródło inspiracji, nową formę, coś, co odrodzi jego twórczość, odświeży ją, bo przecież to niezwykle utalentowany człowiek.
Nowe płyty Mothlite i Crippled Black Phoenix. Nic więcej nie przychodzi mi do głowy, a co za tym pewnie idzie – nie obchodzi jakoś szczególnie. I pewnie przypomnę sobie o czymś ważnym, kiedy ten tekst już poleci i wtedy pożałuję, że tak napisałem.
Avengers Jossa Whedona, który ma szanse zostać najlepszym filmem superhero ever (o ile Marvel powstrzyma się od bezsensownych ingerencji i zostawi Whedonowi trochę swobody).
Prometeusz, oczekiwania co do którego mam tak wyśrubowane, że niemożliwym jest, aby Ridley Scott im sprostał.
Firefly – nie spodziewam się nowego sezonu, bo niby jak ma powstać, gdy Whedon kręci z Marvelem, Filion śmiga w Castle, a Morena Baccarin w Homeland. W 2011 zrobiło się jednak o serialu całkiem głośno i marzę o jakimś oficjalnym oświadczeniu twórców odnośnie marki Firefly. Oświadczeniu konkretniejszym niż Hmm. Hmmmmm. HMMMMMM. Filliona. Nawet Serenity 2 mnie urządza.
Pierwsze pełnowymiarowe albumy Think Big! i Unicorn Kida.
Laikike1/Młodzik Milczmen Screamdustry
Wojciech Smarzowski Róża
Łukasz Orbitowski Widma
Trzy Polaki. Trzy długie historie. Zaskoczenie jakieś?
Dark Knight Rises – bo wierze, że może być jeszcze lepiej niż poprzednio.
Avengers – bo to może być najlepszy film superhero ze wszystkich dotychczasowych. Chyba, że tytuł wymieniony wyżej pozamiata w tej kwestii bardziej niż Dark Knight w 2008.
Amazon.pl – bo pora żeby ktoś powalczył o rynek książki w naszym kraju. Pokazał Empikowi, że jest gównianym dystrybutorem i Merlinowi jak powinno prowadzić się księgarnię internetową. No i mój Kindle jest spragniony polskich książek.
Naiwnie i pewnie nie na temat, ale niech będzie, napiszę to. Euro 2012. Liczę na wakacyjny miesiąc pełen emocji, piwa i chipsów. Głównie emocji, bo piwo oraz chipsy i tak będą.
W 2012 czekam w zasadzie na wszystko, co się wydarzy w przestrzeni muzyki (wykazuję pełną otwartość i chłonność), ale głównie na:
Jamie Woon – koncert, bo opuściłam na Tauronie
Olafur Arnalds – koncert
Asymmetry Festival 4.0
Scena Muzyczna Nowe Horyzonty
OFF Festival – może w końcu dotrę?
5. Avant Art Festival Niemcy, oczywiście






















No i wykrakali w końcu z tym śniegiem. Strasznie długo im to zajęło, ale jest, leży od wczoraj. Idę walnąć orła przed oknem.
A nie ten tego Donie G, każdy wie, że zielony jest zarezerwowany tylko dla jednego superduperhero i tym bardziej Green Lantern kiepsko wypada ;p
ale avatar z leśnej dziczy, pewnie losowy
i w pełni się zgadzam z kolegą powyżej
Chujnio z błotnią wróć :C
Zielona buzia w awatarze. Nie mogło Ci się lepiej trafić. Poza tym Hulk to nie superbohater, a Marvel < DC :P
I nie wiem co Orzeł winny.
(umknęły mi Twoje zaczepki gdyż ponieważ nie otrzymujemy powiadomień o komentarzach do tekstów wspólnych)
Bo to był czarny orzeł. I jakie tam znowu zaczepki?
Że niby ja? Coś złośliwie? Swojej ulubionej Walentynce?
Spam zwykły :p
Nie przy ludziach D:
Wiesz, nie wszyscy stają się Bi z taką łatwością jak Ty. Raczej chyba chciałbym tego uniknąć, bo ksywa Bi-don nie wygląda najinteligentniej..:D