Rzucam jej zwiniętą dychą całą na podstawkę, bo nie mam drobniejszych, biorę gazetę, resztę i montuję się do samochodu zanim ktoś mi go sholuje, bo na chodzie zostawiłem go w bocznej uliczce. Wsiadam, rozsiadam się, odkręcam okno, odpalam fajkę i zaciągam się — dymem przemieszanym z zapachem kurzu unoszonego przez deszcz. Biorę gazetę z siedzenia obok. Patrzę na okładkę....
Odtwórz »



